Wszystkie państwa
Wszystkie kategorie
All.BizPolskaNowościRynek energetyczny"Dostałem kablem w głowę, hełm pękł, rzuciło mnie na ziemię". Jako jedyny przeżył wypadek w kopalni

"Dostałem kablem w głowę, hełm pękł, rzuciło mnie na ziemię". Jako jedyny przeżył wypadek w kopalni

28 Sie 2013 13:22 | Rynek energetyczny

" Julian Kwiatkowski jako jedyny przeżył wypadek w kopalni Mysłowice-Wesoła, w którym zginęło trzech innych pracowników montujących pod ziemią kable. Stan mężczyzny wciąż jest ciężki, ale stabilny. W rozmowie z reporterem TVN24 po raz pierwszy opowiadał o tragedii, do której doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek.


Wypadek wydarzył się w kopalnianym szybie, podczas montażu kabla energoelektrycznego, na głębokości - jak podał we wtorek Wyższy Urząd Górniczy - 333 m.

Mysłowicka prokuratura wszczęła śledztwo. Będzie badać m.in., czy mężczyzn nie narażono na niebezpieczeństwo przez niedopełnienie obowiązków. Osobne śledztwo prowadzi też nadzór górniczy.

"Spadła duża ilość kabla, nie wiem jak"

Julian Kwiatkowski, ocalały z wypadku, był przez cały czas przytomny i tak wspomina tragiczne wydarzenia: - Chwila, moment, spadła duża ilość kabla. Nie wiem, jakim sposobem i jak się to stało. (Spadła) na głowicę szybu - opowiadał w rozmowie z reporterem TVN24. - No, i pogniotło wszystkie te daszki, zabezpieczenia. Daszki mają jakąś tam wytrzymałość, ale tutaj nie wytrzymały - dodał.


W momencie wypadku Kwiatkowski znajdował się pod barierkami, co prawdopodobnie uratowało mu życie. - Wydaje mi się, że zostałem uderzony kablem w głowę, hełm pękł i rzuciło mnie na ziemię - próbował odtworzyć bieg wydarzeń pracownik kopalni. - Były dwie barierki, a kable zawisły niewiele nade mną. Te barierki, można powiedzieć, uratowały mi życie.

"Ratowali mnie, bo dawałem oznaki życia"

Kwiatkowski wspominał, że w czasie oczekiwania na pomoc był świadomy. Jako pierwsi na miejscu wypadku pojawili się pracownicy Przedsiębiorstwa Budowy Szybów, jednak nie mieli sprzętu, by pociąć ogromne ilości kabla, które spadły na górników.

- Zwieźli ludzi z kopalni, jeden został ze mną - wspominał Kwiatkowski. - Znowu wjechali na górę, organizowali akcję ratowniczą - wspominał Kwiatkowski.

Po jakimś czasie zespół ratowników przybył ze specjalnym sprzętem do cięcia. - Wzięli się za ratowanie najpierw mnie, bo dawałem oznaki życia - mówił.


"Trzepało mną"

Zdaniem lekarzy organizm Kwiatkowskiego był bardzo wychłodzony. - Zimno, leżałem na tych blachach, woda. Trzepało mną - opowiadał.

- Leżałem tam, sztygar mnie pocieszał: "już jadą, już jadą", a człowiek jednym uchem słuchał, bo wyczuwa, jak jedzie klatka na dół... różnica powietrza. Pocieszał mnie i za to mu dziękuję - mówił reporterowi wzruszony Kwiatkowski.

"To nie miało się stać"

Przyznał, że nie wie, dlaczego doszło do wypadku, ponieważ, jego zdaniem, zachowane zostały wszystkie normy bezpieczeństwa. - Nasz sztygar, już świętej pamięci, przyjeżdżał przez dwa dni do nas, "wiązaliśmy" to, (był) instruktaż. On to nadzorował wszystko, to nie była jego pierwsza robota - dodał mężczyzna. - Miało się to nie zdarzyć. Było to dopracowane, nie mam pojęcia, co mogło być przyczyną - podsumował. "

Źródło:  TVN 24

Wiadomości rubryki: Rynek energetyczny

Porównaj0
WyczyśćWybrane pozycje: 0