Wszystkie państwa
Śmierć na 320 metrach. Nie żyje trzech, z czterech uwięzionych górników — Aktualności i zdjęcia na Allbiz Polska
Wszystkie kategorie
All.BizPolskaNowościRynek energetycznyŚmierć na 320 metrach. Nie żyje trzech, z czterech uwięzionych górników

Śmierć na 320 metrach. Nie żyje trzech, z czterech uwięzionych górników

26 Sie 2013 11:42 | Rynek energetyczny

"Zerwał się potężny kabel energetyczny, czterech mężczyzn uwięzionych zostało pod ziemią - tylko jednego udało się uratować. W kopalni Mysłowice-Wesoła zakończono akcję ratunkową.

-Zakończono akcję ratowniczą, wszyscy pracownicy poszkodowani zostali wydobyci na powierzchnię. Jeden przebywa w szpitalu im. Św. Barbary w Sosnowcu w stanie stabilnym. U pozostałych stwierdzono zgon.- mówi Eugeniusz Małobędzki dyrektor KWK Mysłowice-Wesoła

Jak poinformował Wojciech Jaros z Katowickiego Holdingu Węglowego, jednego z zabitych mężczyzn znaleziono "na szelkach", drugiego ratownicy odnaleźli na klatce windy. Na razie nie wiadomo, gdzie znaleziono trzeciego mężczyznę.

Do wypadku doszło dziś w nocy. Czterech mężczyzn uwięzionych zostało 320 metrów pod ziemią. Nad ranem na powierzchnię udało się wyciągnąć jednego z nich. Górnicy wykonywali prace na głowicy klatki windy przedziału zachodniego szybu Piotr.

- Około godziny 4.20 dyspozytor kopalni otrzymał informację o wpadnięciu do szybu kabla energetycznego, który mężczyźni tam mocowali. Zdarzenie miało miejsce w przedziale szybu, dlatego nie można było uruchomić windy. Mężczyźni zostali uwięzieni - mówił Jaros.

Co się działo pod ziemią wyjaśni specjalna komisja.


Akcja utrudniona

Jaros opisał przebieg akcji. - Akcja była nietypowa jak na kopalnię, ponieważ dwie klatki są na przeciwwadze. Udało się odpiąć jedną klatkę z przeciwwagi i podpiąć ją inaczej tak, żeby dało się zjechać. Ratownicy wycieli otwór w przegrodach dzielących obudowy klatek i tamtędy weszli, w związku z tym było bardzo mało miejsca. To powodowało, że nie dało się przyspieszyć akcji zwiększając ilość ratowników- relacjonuje akcję ratowniczą Jaros.


"Połamany, ale żyje"

Przed godziną 7.00 wywieziono na powierzchnię pierwszego z poszkodowanych. Połamany, ale żywy - mówił Jaros.

Więcej na temat stanu mężczyzny podał Czesław Kijonka ordynator szpitala w Sosnowcu, gdzie trafił poszkodowany. Według niego, górnik jest przytomny, stabilny oddechowo i poważnie wychłodzony. - Niewiele pamięta. Przekazał nam szczątkowe informacje. Z tego co udało nam się ustalić, to nie był wybuch, był to uraz typu zmiażdżeniowego - oznajmił na antenie TVN24 Kijonka.

Mężczyźni to pracownicy firmy Kopex-PBS.

Jak poinofmrował przedstawiciel katowickiego Holdingu Węglowego, udało się już uruchomić przedział wschodni kopali, dlatego ruch w kopali, utrudniony, ale może się odbywać.

Dlaczego doszło do wypadku i co zawiodło - sprzęt czy człowiek - to będzie badać komisja z Wyższego Urzędu Górniczego. Teraz służby kopalni przystępują do przygotowana i zabezpieczenia miejsca wypadku tak, aby specjaliści z komisji mogli bezpiecznie zjechać na dół i przeprowadzić wizję lokalną. "

Źródło:  TVN 24

Wiadomości rubryki: Rynek energetyczny

Porównaj0
WyczyśćWybrane pozycje: 0