Wszystkie państwa
USA: protesty w Nowym Jorku przeciw ewentualnej interwencji w Syrii — Aktualności i zdjęcia na Allbiz Polska
Wszystkie kategorie
All.BizPolskaNowościGospodarkaUSA: protesty w Nowym Jorku przeciw ewentualnej interwencji w Syrii

USA: protesty w Nowym Jorku przeciw ewentualnej interwencji w Syrii

30 Sie 2013 09:42 | Gospodarka

" Setki ludzi zebrały się wczoraj wieczorem na nowojorskim Times Square, aby zaprotestować przeciw ewentualnej interwencji wojsk USA w Syrii. Protesty odbyły się również przed Białym Domem w Waszyngtonie.


"USA, NATO - ręce precz od Syrii" - skandowali protestujących w Nowym Jorku. Część z nich miała ze sobą portrety syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada, niektórzy syryjskie flagi, jeszcze inni sprzeciwiali się po prostu kolejnej wojnie. "Syria = Irak. Te same kłamstwa" - widniało na jednej z plansz.

Część uczestników demonstracji o ataki chemiczne oskarżała syryjskich rebeliantów.

Tymczasem ulicę dalej manifestował obóz zwolenników akcji militarnej w Syrii. "Asad to terrorysta, Asad to Hitler" - krzyczeli. Jeden z uczestników miał ze sobą zdjęcie dzieci, które zginęły w czasie ataku chemicznego. - Panie prezydencie, czy potrzebuje pan innych dowodów? - pytał.

Rząd USA przekonuje Kongres, że są dowody ws. broni chemicznej w Syrii

Z kolei Biały Dom przekonywał czołowych kongresmenów, że nie ma wątpliwości, że to syryjski reżim dokonał 21 sierpnia ataków chemicznych pod Damaszkiem. Ale coraz więcej deputowanych chce głosowania rezolucji przed ewentualną interwencją USA w Syrii.


Jak mówił po konsultacjach z przedstawicielami rządu USA demokratyczny kongresmen Eliot Engel, rząd powoływał się na "przechwycone fragmenty komunikacji między członkami syryjskiego rządu" oraz informacje wywiadowcze, jakoby tuż przed atakami 21 sierpnia pod Damaszkiem nastąpiło przemieszczenie się syryjskich sił. - Byli gotowi na coś dużego jak atak chemiczny - dodał cytowany przez Reutersa Engel.

Engel wziął udział w konsultacjach w ramach telekonferencji, które z grupą czołowych deputowanych oraz członków kongresowych komisji ds. bezpieczeństwa narodowego przeprowadzili wieczorem w czwartek doradcy ds. bezpieczeństwa i wywiadu prezydenta Baracka Obamy, a także sekretarz stanu John Kerry i minister obrony Chuck Hagel. Podstawą konsultacji, jak zapowiadał już wcześniej rzecznik Obamy Josh Earnest miały być informacje z raportu wywiadu USA ws. użycia broni chemicznej w Syrii.

Raport ma zostać opublikowany, ale Earnest zastrzegł, że nie wszystkie informacje wywiadu zostaną ujawnione. Mówił, że istnieje też inny tajny raport. - Wszyscy, którzy go widzieli w Kongresie i wśród przywódców innych państw doszli do tej samej oceny, że to reżim Baszara el-Asada odpowiada za użycie broni chemicznej - powiedział Earnest.

Amerykańskie media powołując się na źródła rządowe poinformowały wcześniej, że w raporcie wywiadu, który zostanie opublikowany nie ma dowodów w sposób "definitywny" łączących ataki z broni chemicznej 21 sierpnia pod Damaszkiem z prezydentem Asadem. Jak pisze agencja Associated Press otwartą kwestią pozostaje, czy reżim Asada ma kontrolę nad wszystkimi magazynami broni chemicznej w Syrii; wątpliwości budzi też to, czy to Asad osobiście wydał rozkaz do użycia broni chemicznej.

Prezydent Obama powiedział w środę wieczorem, że strona amerykańska zbadała dowody i nie sądzi aby siły opozycji w Syrii posiadały broń chemiczną lub środki jej przenoszenia.

- Doszliśmy do wniosku, że to syryjski rząd użył broni chemicznej. A jeśli tak, to muszą być międzynarodowe konsekwencje - powiedział prezydent. Tłumaczył, że celem ewentualnej ograniczonej operacji byłoby zapewnienie, że broń chemiczna nie zostanie użyta przeciwko USA.

W czwartek perspektywa międzynarodowej akcji przeciw Syrii wyraźnie się oddaliła. Brytyjska Izba Gmin (niższa izba parlamentu) sprzeciwiła się wnioskowi premiera Davida Camerona o interwencję wojskową w celu ukarania syryjskiego reżimu. Cameron zapewnił, że uszanuje stanowisko parlamentu. Wcześniej obok Francji, to Wielka Brytania od miesięcy najbardziej naciskała na międzynarodowe zaangażowanie w konflikt w Syrii.

Wypowiadając się już po głosowaniu w brytyjskiej Izbie Gmin rzeczniczka ds. Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA Catlin Hayden zapewniła, że Stany Zjednoczone podejmując decyzję ws. ewentualnej operacji będą kierować się interesem narodowym. Zasugerowała tym samym, że USA mogą zdecydować się na samodzielną interwencję, bez sojuszników. Powtórzyła też słowa Obamy, że "kraje, które łamią międzynarodowe normy dotyczące broni chemicznej, muszą zostać rozliczone".

Dotychczas rząd USA dawał do zrozumienia, że planuje interwencję nawet bez aprobaty ONZ. Jak mówił rzecznik Obamy, Rosja z góry zapowiedziała bowiem, że zawetuje rezolucję Rady Bezpieczeństwa w tej sprawie.

Ale także w amerykańskim parlamencie rosną obawy, co do interwencji w Syrii, zarówno wśród Republikanów jak i Demokratów. Jak pisze "Washington Post" pod listem z apelem do Obamy, by interwencję poprzedziło głosowanie w Kongresie, było podpisanych już ponad 50 Demokratów. W środę pod listem podpisało się 98 Republikanów i 18 Demokratów, donosił z kolei "New York Times".

- Angażowanie się w wojskową interwencję w Syrii, gdy nie ma bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa dla USA i bez wcześniejszej zgody Kongresu byłoby łamaniem zasady rozdziały władzy, który jest jasno opisany w Konstytucji - głosi list. W liście do Obamy deputowani wyrazili też gotowość wcześniejszego - niż zaplanowanego 9 września - powrotu do Waszyngtonu z przerwy wakacyjnej.

Republikański kongresmen z Wirginii Scott Rigel tłumaczył, że domaga się głosowania w Kongresie, gdyż w 2011 roku Obama podjął decyzję o bombardowaniu Libii bez zgody parlamentu. - To był bardzo zły precedens - powiedział.

Także przewodniczący Izby Reprezentantów, republikanin John Boehner wezwał Obamę, aby osobiście przekonał Kongres i naród amerykański o konieczności interwencji wojskowej w Syrii. W liście do prezydenta republikański przewodniczący Izby Reprezentantów podkreślił, że Obama powinien podać podstawy prawne takiej interwencji oraz jej "zamierzone skutki".

Ale sprawa rezolucji i interwencji USA w Syrii wywołuje podziały w obu partiach politycznych. Wcześniej to kilku prominentnych polityków, w tym senator z Arizony John McCain, a także senator z Południowej Karoliny Lindsey Graham apelowali do Obamy o "zdecydowane działania". "


Źródło:  Onet.pl

Wiadomości rubryki: Gospodarka

Porównaj0
WyczyśćWybrane pozycje: 0